Gdy rutyna odbiera życiu smak…

Jest sposób na to, by znów poczuć – szczęście, spełnienie, równowagę.

Ha, to zdjęcie na pierwszy rzut oka nie kojarzy się z rutyną. Raczej z przygodą, wyzwaniem, zdobywaniem ciekawych doświadczeń. Tym niewątpliwie jest zdobywanie górskich szczytów. Ale nasz bohater aktualnie robi coś, co, kto wie, może jest jakimś rutynowym zadaniem. Wybrałam to zdjęcie, bo wyobrażam sobie, że ten wspinacz wyjął właśnie swój dziennik wdzięczności, napisał na niej Dziś dziękuję za: i po kolei wypisuje za co jest wdzięczny:

  • zdrowe i sprawne ciało
  • odwagę
  • sprzęt do wspinania
  • ubranie
  • piękną pogodę
  • góry
  • urlop / dzień wolny na wyjazd
  • towarzyszy wspinaczki

A to zapisywanie jest dla niego treningiem. Treningiem uważności, radowania się i doceniania. Bo załóżmy, że jest on też ratownikiem górskim. I taka wyprawa w wysokie partie masywu nie jest dla niego, jak dla większości z nas momentem szczególnym, planowanym długo wcześniej urlopem, ale codzienną pracą. Rutyną. Rutyna może odebrać życiu smak. Powtarzalne czynności, nawet te najprzyjemniejsze, z czasem wywołują w nas mniej emocji, tracą na znaczeniu, ich kolory jakby bledną. Potwierdzają to badania naukowe*. Ale co jeśli tego nie chcemy? Przydatna może być wtedy praktyka wdzięczności. Zwracanie uwagi na te sytuacje, rzeczy, ludzi. Popularna dziś uważność połączona ze wzbudzaniem intencji dziękczynnej. Powiedzenie sobie “dziękuję za to”. I to może być taka rutyna w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Codzienne sporządzanie listy wdzięczności może uchronić nas przed bylejakością w przeżywaniu życia. W pracy, którą robisz z pasji, w związku który tworzysz z miłości i żaru pragnienia, w rodzicielstwie gdy pojawia się wyczekiwane dziecko, w samotności, na której blaski łatwo zamknąć oczy.

Kiedyś takie piękne góry stały się dla mnie rutyną. Zamiast jeździć raz w roku na wędrówkę po skalnych szczytach postanowiłam zamieszkać w górskiej krainie. Alpy francuskie, La Salette. W sumie spędziłam tam 4 miesiące. Miałam góry wokół siebie codziennie. Nierzadko różne okoliczności zwyczajnie doskwierały mi – natłok pracy, zmęczenie czy pochmurna pogoda zakrywająca cały urok okolicy. W takich momentach ratowała mnie właśnie praktyka wdzięczności, która ukształtowała we mnie ten odruch – doceniania chwili obecnej pomimo niedogodności.

I nie chodzi tu wcale o posypywanie cytryn cukrem. O tym napiszę innym razem. W mojej historii rutynowe spisywanie listy wdzięczności uratowało mój czas pośród alpejskich szczytów od poczucia niezadowolenia i frustracji. Pomogło znajdować równowagę pomiędzy chwilami zachwytu i zwykłego ludzkiego cierpienia.

Może właśnie taki balans chce utrzymać w swoim codziennym życiu nasz alpinista na zdjęciu…? A jeśli i Ty go szukasz i tęsknisz za soczystym smakiem życia, pomyśl, jak możesz zacząć praktykować wdzięczność.

La Salette, czerwiec 2018. Fot. Archiwum własne

Zdjęcia: Mkinvari | Shutterstock i archiwum własne

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *